Właśnie minął pierwszy dzień ferii zimowych. Wstałam z łóżka radosna i pełna energii. Gdy wyjrzałam przez okno zauważyłam, że przez całą noc sypał śnieg, dlatego wszędzie dookoła było biało i jasno. Ogólnie rzecz biorąc nie przepadam za zimą, ale świat pokryty tą miękką puchową kołdrą był niesamowicie piękny. Cieszyłam się, że nie muszę iść do szkoły, chociaż nie miałam przyjaciół i przebywanie sam na sam w pustym domu było trochę przygnębiające. Jednak nie miałam wyboru, ponieważ moi rodzice wyjechali w drugą podróż poślubną do Japonii. Też chętnie bym tam pojechała, bo fascynuje mnie ten kraj, ale miałam tutaj swoje obowiązki. Poza tym obiecali mi, że kiedyś mnie tam zabiorą. Nie byłam pewna jak długo ich nie będzie, ale zakładałam, że pewnie kilka tygodni, o ile nie kilkanaście. Gdy byli w Paryżu wrócili dopiero trzy miesiące później. Nie miałam im tego za złe, bo nigdy niczego mi nie brakowało i troszczyli się o mnie na swój sposób. Byłam już prawie dorosła, bo miałam siedemnaście lat, a oni mi ufali. Zresztą byłam spokojna i szalone życie nastolatków mnie nie pociągało.
Ciągle zamyślona, ubrałam się, upięłam długie, czarne włosy w warkocze i zjadłam lekkie śniadanie. Postanowiłam nie siedzieć w domu i zanim wyruszyłam na spacer, ubrałam ciepłą kurtkę, kozaki i czapkę, po czym opuściłam mój dom.
O tej porze ulice były prawie całkowicie wymarłe. Wszędzie było pełno śniegu, a ludzie przedzierali się przez zaspy skacząc niczym króliki. Był to zabawny widok i w duchu uśmiechnęłam się na to. Mijałam właśnie park, gdy moją uwagę przykuła postać leżąca na ławce. Jest tak zimno, jakim cudem ten ktoś nie zamarzł?
Podeszłam powoli, by się przekonać czy oczy mnie nie mylą. Postać leżała skulona, a ze wzrostu i wyglądu ubrań doszłam do wniosku, że to mężczyzna. Podeszłam jeszcze trochę i aż się zachłysnęłam z wrażenia. Przed sobą miałam chłopaka jak z bajki. Nie miał czapki i pierwsze na co zwróciłam uwagę to jego włosy. Były niesamowicie jasne, zupełnie jak złoto, opadały pasmami i ciągnęły się aż do ramion. Jego oczy były zamknięte, a twarz wyrażała spokój i błogi sen. Wyglądał zupełnie jak anioł, a potem doszłam do wniosku, że kolor jego włosów przywodzi mi na myśl bohatera jakiegoś anime. Jego kosmyki miały dziwaczny krój, ale zarazem wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Jego ubiór był zwyczajny, spodnie, bluza z kapturem i buty. Nie miał nawet kurtki, chociaż było przenikliwie zimno.
Patrzyłam na niego dość długo, a potem zauważyłam jego podkurczone dłonie, zupełnie blade. Zrobiło mi się go żal. Nie miałam pojęcia dlaczego tutaj śpi.
- Hej, obudź się.- potrząsnęłam rękawem jego bluzy. Nawet nie drgnął. Bojąc się, że zamarzł, powtórzyłam głośniej.-Obudź się, słyszysz?
Chłopak wydał z siebie jakiś cichy dźwięk, a potem otworzył oczy. Przygryzłam wargę i patrzyłam oniemiała. Anielskie oczy. To pierwsza myśl, która mnie uderzyła, gdy przyjrzałam się kolorowi jego tęczówek. Były niesamowicie błękitne zupełnie jak bezchmurne niebo latem albo morska woda. Te oczy będą mi się śniły, pomyślałam.
Chłopak powoli usiadł i wyprostował się. Poruszył palcami, a potem jęknął z bólu. Tak jak myślałam, były odmrożone. Zdjęłam swoje rękawiczki i wyciągnęłam w jego stronę.
- Załóż je.-poprosiłam.
Popatrzył na mnie smutno, a potem ubrał odzież. Podziękował skinieniem głowy.
- Co tutaj robisz?- zapytałam.
Nie odpowiedział tylko zamknął swoje piękne oczy. Usiadłam obok niego.
-Może pójdziemy do jakiegoś sklepu? Tam jest cieplej.
-Nie trzeba.- usłyszałam cichy szept.
-Dobrze się czujesz?-spytałam zaniepokojona jego milczeniem.
-Nie bardzo.-uchylił powieki i popatrzył na mnie nieprzytomnie.
-Mam na imię Jessica. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę.- A ty?
-Day.-wyszeptał.-To znaczy David.-uścisnął moją dłoń sztywnymi palcami co wyczułam nawet przez rękawiczkę.
-Rozumiem, że Day to skrót od imienia.
-Nie lubię go zbytnio.- wyjaśnił.
- W porządku. W takim razie będę cię tak nazywać, pasuje ci?
Skinął głową.
-Dlaczego tutaj spałeś?- musiałam się tego dowiedzieć.
-Uciekłem z domu.-odparł.
-Dlaczego?
-Ja...-zawahał się.-Nie chcę o tym mówić.
Nie pytałam o nic więcej. Zamiast tego spytałam:
-Ile masz lat?
Wydawał się zdziwiony pytaniem, ale odpowiedział:
-Szesnaście.
To znaczy, że był młodszy ode mnie o rok. Ale wzrostem górował nade mną o zaledwie dwa czy trzy centymetry. Niewielka różnica, ale jednak zawsze coś.
-A ty?- spytał.
-Co?- z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.
-Pytałem ile ty masz lat.-wyjaśnił.
-Och! Siedemnaście.-odparłam i czekałam na to jak zareaguje. Widocznie to nie miało żadnego znaczenia, gdyż tylko wzruszył ramionami. Postanowiłam podtrzymać jakoś tą rozmowę.
- Podobają mi się twoje włosy. Wzorowałeś się na jakimś bohaterze anime? -zapytałam z uśmiechem.
-Co? -popatrzył na mnie niewyraźnie.-Ja...nie, to nie tak. To był mój pomysł. Chciałem w ten sposób się zbuntować.
-Zbuntować rodzicom?
Na to słowo aż się wzdrygnął. Nie byłam pewna czy to z powodu zimna czy tego pytania.
- To bez znaczenia.- zakończył szeptem.
Nie pytałam już o to. Zauważyłam, że jeśli chodzi o dom i rodziców to dość przykry temat. Postanowiłam jakoś to zmienić. Wstałam.
-Chodź ze mną, Day.- poprosiłam.
Jego oczy się rozwarły.
-Gdzie?
-Do mnie, do domu.-wyjaśniłam.
Przyglądał mi się podejrzliwie.
-Po co?
-Bo...-no, cóż. Sama nie wiedziałam czemu to robię, ale nie mogłam go tu zostawić na pewną śmierć.- Bo inaczej zamarzniesz.-nie wymyśliłam lepszego argumentu.
-Tak będzie dla mnie lepiej.- oznajmił bezbarwnym tonem.
Zaszokowana jego słowami pociągnęłam go za rękaw.
-Co ty wygadujesz? Nie mów tak.
Jego smutne oczy patrzyły prosto w moje.
-Dziękuję za rękawiczki, ale już nie będą mi potrzebne.- zwrócił moją własność i wstał. Odwrócił się plecami do mnie i ruszył przed siebie. Gdy był kilka metrów ode mnie pobiegłam za nim.
-Dokąd idziesz? -zapytałam, gdy zrównałam z nim krok.
-Przed siebie.-rzucił cicho.
Nic nie powiedziałam. Szliśmy w milczeniu zaledwie kilka minut, gdy nagle się zatrzymał.
-Długo będziesz za mną chodzić?- zapytał i odwrócił się w moją stronę.
Błękitne spojrzenie jego cudownych oczu przeszywało mnie na wskroś. Skinęłam głową nie zdając sobie sprawy z tego co robię. Day uniósł brwi wyraźnie zainteresowany moją odpowiedzią.
- To znaczy, jak długo?
Odetchnęłam zimowym powietrzem, a kłęby pary uniosły się dookoła moich ust.
-Ja nie chcę cię mieć na sumieniu.-odparłam.
Jego oczy znów wyrażały smutek.
- Bardzo cię proszę, nie patrz tak.
-To znaczy jak?- spytał cicho.
Potrząsnęłam głową i nie bacząc na nic, chwyciłam jego zimną dłoń. Day spojrzał na moją rękę, a potem na mnie kompletnie skołowany.
-To dlatego, żebyś nie uciekł.-objaśniłam i zaczęłam go ciągnąć w stronę mojego domu.
Świetny rozdział! Zapowiada się na ciekawe opowiadanie. Już nie mogę doczekać się drugiego postu. Oby się szybko pojawił.
OdpowiedzUsuńSuperr!!! Czekam na nastepny rozdzial ;)
OdpowiedzUsuń